everything i love became everything i lost
09:26that’s the end. i leave here everything i love.
Spakowane,gotowe do wyjazdu ……ale co dalej?
O 2:45 miał czekać na nas samochód....transport na lotnisko w Warszawie.
Wyszłyśmy więc za dwadzieścia trzecia na zewnątrz. W mojej głowie było tylko
„znowu coś zostawiam”. Nie powiem,że nie było mi smutno,bo byłoby to kłamstwo.
Ścisnęło mi trochę gardło,kiedy mama zamykała drzwi na klucz. Nie było odwrotu.
Stałyśmy na dworze,ubrane na warunki miejsca,do którego lecimy docelowo,a
jednak w Polsce takiej „świetnej” pogody nie ma,więc czekając na samochód,nieco
zmarzłam. Na szczęście uratowałam się „zawsze niezwykle potrzebnymi” rajstopami
i podkolanówkami (mój znak rozpoznawczy zawsze ze mną). Około 3 podjechał jakiś
dziwny wóz,wysiadł kierowca i oznajmił,że to on zawiezie nas bezpiecznie na
Okęcie. Kiedy odjeżdżaliśmy,ostatni raz spojrzałam na blok i całą scenerię
miasta wokół,na tablicę Międzyrzecza i pomyślałam co nieco o Zielonej,która
powoli budziła sie do życia,jak co dzień. Gdzieś tam uśmiechnęłam się lekko pod
nosem,bo wiedziałam,że dziś jest poniedziałek......moja klasa idzie do szkoły,a
ja,jak gdyby nigdy nic,lecę sobie do „ciepłych krajów”. Po pierwszych dwóch
godzinach starania się zająć czymkolwiek,zasnęłam. Tak po prostu. Budziłam sie
jedynie na bramkach autostrady,które wydawały się być bardzo blisko siebie.
Podróż zleciała dosyć szybko.
Kiedy już zostało podane stanowisko odprawy,pognałyśmy do niego jak
szalone,żeby nie musieć czekać w gigantycznej kolejce. W ciągu kilku minut pożegnałyśmy
się z głównymi bagażami i otrzymałyśmy bilety na wszystkie trzy loty,jakie będą
na nas czekały. Teraz tylko zostało dojść do bramek bezpieczeństwa...
________________________________________________________________________
jeśli kogoś ciekawi owieczka zagubiona w "wielkim świecie" to zaglądajcie na mojego bloga codziennie ~ ^^;


0 komentarze